Dzisiaj jest Środa, 20 lutego, godzina: 18:44

Kultura

Krzysztof Tomaszewski: Życie jest źródłem inspiracji

Kultura25 stycznia 2019, 21:27

 

To poezja mnie odnalazła. Podobno, tak zawsze bywa. Pierwszy wiersz napisałem jeszcze w liceum. Później, z różną intensywnością nadal pisałem i tak już zostało. Stosunkowo szybko zrozumiałem, że wiersz może być znakomitym partnerem w dojrzewaniu, a w latach następnych, także w opisywaniu życia, utrwalaniu ludzi, zdarzeń, emocji – mówi w wywiadzie Krzysztof Tomaszewski, poeta i animator Siedleckiej Grupy Literackiej „Witraż”.  

 

Dlaczego zainteresował się Pan poezją do tego stopnia, że zaczął sam pisać wiersze? 

- To poezja mnie odnalazła. Podobno, tak zawsze bywa. Pierwszy wiersz napisałem jeszcze w liceum. Później, z różną intensywnością nadal pisałem i tak już zostało. Stosunkowo szybko zrozumiałem, że wiersz może być znakomitym partnerem w dojrzewaniu, a w latach następnych, także w opisywaniu życia, utrwalaniu ludzi, zdarzeń, emocji. Miałem dużo szczęścia, bo moje wiersze nie trafiały do szuflady, lecz były prezentowane, tak w szkole, jak i później przy różnych spotkaniach i okazjach. Przy czym najczęściej ktoś podejmował się ich interpretacji, ktoś je recytował, a mi było przyjemnie, że tak się właśnie wydarza.

 

Pierwszy Pana zwarty tom poezji „Stresy” ukazał się w 1992 roku. Potem były następne. Jest też Pan laureatem konkursów literackich. Udział w nich to próba rywalizacji z innymi poetami? 

- „Stresy” nie były pierwszym zbiorkiem. W drugiej połowie lat 80-tych minionego wieku jedyną formą utrwalania wierszy było składanie „zeszytów poetyckich” z wykorzystaniem kserokopiarki lub maszyny do pisania. Nie było mowy o numerach ISBN, czy uzyskaniu od władz przydziału na papier. Stąd mam w swoim archiwum zbiorki, które utrwalają w takiej formie dorobek poetycki tamtej dekady. Po „Stresach”, które sobie cenię, wydałem sporo kolejnych tomików. Zwykle, co pięć lat staram się o nowy tytuł i zwykle kolejny tomik jest inny od poprzednich.  A konkursy? To nie rywalizacja. Ot, czasami warto sprawdzić, czy to, co piszę znajdzie uznanie profesjonalnych jurorów. Znajdowało, stąd sporo nagród i wyróżnień, które przypominam sobie zwykle przy okazji kolejnych, okrągłych rocznic lub jubileuszów. To taka forma zaspokajania poetyckiej próżności autora. Czasami owe laury bywają dobrym uzasadnieniem do zabiegania o środki finansowe na nowe projekty poetyckie, lub jako argument dla młodych, którzy powinni zaufać animatorowi Siedleckiej Grupy Literackiej „Witraż”. Wszak skoro miał sukcesy, to zna się na materii poezji. 

 

Historia grup poetyckich w Siedlcach jest długa. Przed „Witrażem” było wiele innych. Kiedy dołączył Pan do tego środowiska?

- W moim przypadku, to wyglądało inaczej. Najpierw powołałem do istnienia - przy organizacyjnej pomocy Chrześcijańskiego Stowarzyszeni Społecznego - Grupę Poetycką „Kanon”. To był rok 1985. Dopiero w kilka miesięcy później poznałem środowiska skupione w Robotniczym Stowarzyszeniu Twórców Kultury  oraz przy Wyższej Szkole Rolniczo-Pedagogicznej. Po pięciu latach, wspólnie z Andrzejem Meżeryckim, wymyśliliśmy Wojewódzki Klub Literacki przy Centrum Kultury i Sztuki, a w 1995 roku, dzięki podpowiedzi prezydenta Siedlec Henryka Guta, powstał przy MOK-u „Witraż”.  Taki bieg zdarzeń pozwolił mi śledzić działalność twórczą oraz dorobek literacki wielu autorów. 

 

W Pana poezji - jak napisała Luiza Karaban w wydanym w 2013 roku eseistycznym zbiorze „Życie literackie i kulturalne Siedlec” - jest dużo odwołań do tradycji i klasyków, liryki, natury, jej kolorowej malowniczości, itd.  Dość duży rozrzut.  

 

- Może to i „rozrzut poetycki”, ale źle się drzewiej czułem będąc zaszufladkowanym do grona poetów społecznych”, sakralnych, patriotycznych, czy moralizujących. Życie jest znacznie bogatsze. Inspiracje do wierszy rodzą się zawsze, bez względu na czas, otoczenie, emocje, poglądy, przeżycia. Albo coś jest warte utrwalenia w wierszu, albo nie. Stąd nie umykam od pretekstów do pisania. Przyjmuję wszystkie, w mojej ocenie wartościowe i cenne.

 

Skąd Pan czerpie pomysły siadając nad pustą kartką?

- Życie jest nieustannym źródłem inspiracji. Tyle się dzieje, tyle zmienia, tyle nowych ludzi poznaję, tylu prowadzi ze mną dialogi, tylu lubię i nie lubię. Jest o czym pisać. Drzewiej określano mnie, jako poetę niepokornego. Zapewne, dlatego, że lubię mieć własne zdanie o wszystkim i wszystkich. Ostatnimi laty bardziej złagodniałem i bardziej od polityki, spraw społecznych, czy ideowości cenię sobie spokój nadbużańskich łąk, lasów, koloryt pór roku i ludzi, którzy potrafią być przyjaźni, prawdziwi, otwarci. Cenię ciszę „Mansardy” i „Reymontówki”. Kocham grzybobrania i spacery „po nic - donikąd”. To ułatwia mi zerkanie na życie, które powoli mija i się kończy. Czuję potrzebę przypominania tego, co było piękne, kolorowe, kochane i bardzo moje. Stąd i wiersze takimi bywają. O dziwo, znajdują wielu czytelników. Coraz mniej mi do krytycznych zamyśleń nad sprawami świata, ojczyzny, miasta, a bliżej do ciepła świata.

 

Czasami określa Pan własne zbiorki poezji „bzdurnikami”. To dosyć oryginalne określenie, ale zarazem jakby pomniejszające własną twórczość. Dlaczego?   

- „Bzdurnikiem poetyckim” nazywałem od dekad zeszyty w kratkę, w które wpisywałem wiersze. To fajne nazwanie, bo było zapowiedzią, że do tych zeszytów wrócę, by już z dystansem, jeszcze raz odnieść się do utrwalonych wersów, poprawić je warsztatowo, sprawdzić ich logikę i zadecydować o przyszłości. Pozostaną, czy też wylądują w koszu. Później nazwanie „bzdurnik” jakoś przykleił się do wszystkiego, co wydałem. To nie lekceważenie siebie, czytelników, czy wierszy. Nie pomniejszam ich wartości, o ile taką posiadają. Być może to ostrzeżenie dla czytelników, że nie każdy zamysł poetycki jest do końca wartością, po którą warto sięgnąć, bądź, z którą warto porozmawiać.

 

Który z własnych wierszy uważa Pan za najlepszy, jest poetycką wizytówką?

- Nie mam i nigdy nie chciałem mieć swojego ulubionego wiersza. Do każdego, nawet tego najdawniejszego, podchodzę zwykle, jako czytelnik, a nie autor. Chcę, by wiersz ze mną porozmawiał o mnie, tym z wczoraj i albo upomniał, albo przypomniał, pouczył, bądź najzwyczajniej w świecie wzruszył. Ale mam ulubione zbiorki. Najwyżej cenię dwa: „Echo pobitego słowa” i „umknąć wszystkim”. Są całościowe i reprezentują epizody mojego życia. Stąd, skoro już po nie sięgam, to po to, by odbyć z nimi dłuższą rozmowę. W jakiejś mierze każdy zbiorek poetycki, a nawet udział w antologiach i almanachach poezji posiada taki właśnie walor. Jest dla mnie, już jako czytelnika wierszy, pretekstem do długich rozmów z autorem, czyli z samym sobą, z „wtedy”.  

 

Jak  dużo osób należy do Siedleckiej Grupy Literackiej „Witraż”?  Pisze wiersze, czyta poezję,  spotyka się by o niej podyskutować.

Przez „Witraż” przewinęło się już ponad 300 autorów. Byli wśród nas dłużej, lub krócej i pozostawili po sobie wiersze, których wartość jest dla środowiska bezcenna. Nadal pozostajemy środowiskiem otwartym na utalentowanych autorów i przyjaciół poezji. Bywa, że w spotkaniach uczestniczy po kilkadziesiąt osób. Z „Witrażem” współpracuje liczne grono nauczycieli - animatorów pracujących z młodzieżą. Mamy zaprzyjaźnionych dyrektorów szkół w Siedlcach i na terenie powiatu oraz instytucjonalnych patronów. Listy współpracowników są długie, ale tworzą oni fundament wszystkiego, co robimy w „Witrażu”.

 

Jak Pan scharakteryzuje członków „Witrażu”, w której dominuje młodzież? 

- Emocjonalni, z nietuzinkową wyobraźnią, myślący. Na swój sposób mądrzy, ciekawi świata i ludzi. Odważni, bo trzeba tej jednej, pierwszej decyzji, by przyjść, spotkać środowisko piszących i przeżyć swój własny debiut poetycki. Co ważne, nie ma wśród członków „Witraża” poetów „podobnych”.  Każdy, to inne „szkiełko” jednej całości. Może przez to „Witraż” nie przestaje być interesujący, a my, animatorzy, poznajemy odcienie wyobraźni kolejnych pokoleń. Nie może być zatem mowy o nudzie, o szablonie. A że młodzi dominują? To prawda, ale obok młodych prowadzą swoją działalność twórczą także dorośli i wychodzi to wszystkim na dobre.

 

O czym dyskutujecie na spotkaniach?

- Każde spotkanie jest inne. Podobnie dyskusje nie tylko o poezji, ale i o powodach napisania wiersza. Stąd dialogi obejmujące zarówno tematykę biblijną, ale i społeczną, środowiskową (w tym szkolną), ojczyźnianą i nade wszystko o codzienności młodych, którym przychodzi żyć oraz dojrzewać w Siedlcach. Spory bywają ogniste, ale bez obrażania się, bez napadania na siebie, bez złych emocji. Zdarzają się też spotkania wybitnie „uśmiechnięte”, bo Witrażyści potrafią się doskonale czuć we własnym gronie, dowcipkować, opowiadać o tym, co się im przydarzyło, no i żartować. Powaga wraca, gdy czytamy wiersze. Uczymy się na własnych błędach. Podpowiadamy sobie możliwości warsztatowe oraz wytykamy błędy językowe, bo czystość języka polskiego jest priorytetem. Bywa, że sięgamy po klasykę, ale zwłaszcza młodzi niekoniecznie gustują w tym, co odeszło do historii lub przestało być ważne. Czują się dobrze w świecie, który tworzą. Od klasyków uczą się poprawności i sprawności warsztatowej, a mniej czerpiąc z idei, prawd dawnych, tradycji i wartości już dzisiaj pojmowanych inaczej. Tak się na spotkaniach „Witraża” wydarzało i taki przebieg mają spotkania w „Mansardzie” od lat. I nigdy nie jest nudnie, smutnie, przygnębiająco. Jest przyjaźnie, z uśmiechem i bardzo twórczo.

 

Rozmawiał: Sławomir Kindziuk. 

Fot. S. Gumiński.

 

Koncert w Reymontówce

Kultura15 lutego 2019, 10:57
W niedzielę 17 lutego o godz. 15 w Domu Pracy Twórczej „Reymontówka” w Chlewiskach rozpocznie się koncert muzyki poważnej. Wystąpią m.in. uczniowie Państwowej Szkoł...

Maciej Turkowski: Lubię pracę instruktora

Kultura08 lutego 2019, 22:40
Nie czuję się frontmenem. Do pełnej satysfakcji nie potrzebuję skierowanych na mnie świateł estrady. W niedawną sylwestrową noc czułem wielką radość, gdy na scenach  największych ...

Wystawa fotografii: Wieloryby z Królestwa Tonga

Kultura13 stycznia 2019, 21:45
W Galerii Fotografii Fokus od 17 stycznia czynna jest wystawa prac Wojciecha Męczyńskiego, zatytułowana „Wieloryby z Królestwa Tonga”. Autor zdjęć, Wojtek Męczyńsk...

Dziadek do Orzechów w Centrum Kultury i Sztuki

Kultura02 stycznia 2019, 18:38
Na Scenę Teatralną Centrum Kultury i Sztuki wraca w styczniu spektakl „Dziadek do Orzechów”. Spektakle edukacyjne dla dzieci i młodzieży szkolnej odbędą się 8, 9 i 15 styc...

Koncert kolęd w wykonaniu zespołu Niekompletni

Kultura16 grudnia 2018, 14:27
W środę 19 grudnia o godz. 19 w Sali Białej MOK przy ul. Pułaskiego 6 rozpocznie się koncert kolęd w wykonaniu zespołu Niekompletni. Podczas występu zespół Niekompletni zaśpiewa ko...