Dzisiaj jest Wtorek, 11 grudnia, godzina: 07:44

Miasto

Bogusław Skarus. Z aparatem po świecie

Miasto16 listopada 2018, 11:39

O fascynacji kulturową i religijną innością podczas podróży po krajach Azji, Afryki i Ameryki Południowej, kosztach zagranicznych wypraw, atrakcyjnych fotografiach dla bywalców wystaw oraz sprzęcie do fotografowania - opowiada w wywiadzie siedlecki artysta-fotografik Bogusław Skarus.

 

- Co kilka miesięcy wyjeżdża Pan do dalekich krajów, a plonem wypraw są tysiące zdjęć, z których najlepsze trafiają na wystawy organizowane w Miejskim Ośrodku Kultury. Ile krajów już Pan odwiedził?

 

- Od 2001 roku, kiedy wybrałem się po raz pierwszy poza Europę, uczestniczyłem w ponad 30 wyjazdach. Zwiedziłem 48 krajów w Azji, Afryce, Ameryce Południowej.  Odwiedziłem również większość republik powstałych po rozpadzie dawnego Związku Radzieckiego. Natomiast w kilkunastu państwach europejskich byłem wcześniej, gdy w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych pracowałem w roli pilota wycieczek w Biurze Podróży „Juvetur”.     

 

- Co było impulsem do pierwszych wypraw?

 

- Jako dziecko oczywiście zaczytywałem się w podróżniczych książkach, wodziłem palcem po mapie. Poza Europę zacząłem podróżować po śmieci żony, gdy zrobiła się pustka, a pracą pilota wycieczek byłem już znużony, bo na tych wyjazdach nie miałem czasu ani na dokładne zwiedzenie, ani na fotografowanie. Po pierwszej podróży od razu zacząłem myśleć o następnej.   

 

- A jak Pan zainteresował się fotografią?

 

- To dużo dłuższa historia. W latach 50. i 60. mieszkałem w kamienicy przy ul. Kilińskiego i jako chłopak często widywałem spacerującego z aparatem na szyi pana Korsaka, właściciela sklepu z czapkami. To był pan starej daty, elegancki, chodził w bryczesach. Po śmierci pana Korsaka jego żona przekazała dzieciakom z ulicy, a mieliśmy wtedy 12 albo 13 lat cały sprzęt fotograficzny i w komórce urządziliśmy własną ciemnię. W latach 70. razem z Krzysztofem Mioduszewskim zainteresowałem się fotografią kolorową, potem robiłem pierwsze zdjęcia do powstałego w 1980 roku Tygodnika Siedleckiego, a następnie byłem dyrektorem Klubu Młodzieżowego „Sfinks”, w którym zorganizowałem pracownię fotograficzną. Natomiast podczas pracy pilota zarzuciłem nieco fotografowanie, ale wróciłem po rozstaniu się z tą firmą.       

 

- Co jest ważniejsze podczas wypraw, zwiedzanie czy fotografowanie?

 

- Jedno z drugim jest nierozerwalnie związane. Jeżdżę by fotografować, a fotografując zwiedzam. Mam zawsze aparat przygotowany do wykonania zdjęcia. Żeby niczego ciekawego nie przegapić, zdążyć uchwycić wszystko, co warto utrwalić na kliszy lub na cyfrowej karcie.

 

- Czy Pan i inni podróżnicy dzielą fotografie na artystyczne i podróżnicze?

 

- Kiedyś, gdy zaczynałem podróżować, nie myślałem o artystycznym wyrazie wykonywanych fotografii. Chciałem jak najwięcej wykonać zdjęć i można powiedzieć, że wtedy przywoziłem z wypraw fotografie podróżnicze. Teraz już tak nie „szaleję”. Oczywiście, staram się, aby zdjęcie dokumentowało miejsca, w których byłem, ale zarazem było poprawne technicznie. Było nie tylko widokiem czy uchwyconym obrazem zastanej rzeczywistości, ale mówiło coś więcej, w sposób artystyczny wyrażało piękno odwiedzanego miejsca. Teraz, kiedy przeglądam zdjęcia z moich pierwszych wystawach widzę błędy. Z czasem inaczej zacząłem podchodzić do fotografowania. Zwracam uwagę na to, co mam w kadrze przed spustem migawki.  

 

- Dużo fotografuje Pan też w Polsce, m.in. w październiku nad Bugiem i w Bieszczadach.

 

- Jestem już emerytem, mam więcej czasu, dlatego między zagranicznymi podróżami robię krótkie wypady w Polskę. Nad Bugiem bywam kilka razy do roku, jestem zakochany w nadbużańskim krajobrazie. Wybierając się tam wiem już gdzie jest dobre miejsce z odpowiednim światłem, by wykonać efektowne zdjęcie wschodu słońca nad rzeką, uchwycić unikalne układy mgły nad wodą, piękno lasu lub nadrzecznych chaszczy. Podczas dalekich podróży tak się nie da, bo wiem, że w niektóre miejsca w Indiach czy w Tajlandii już więcej nie wrócę. Wtedy staram się, by te jedyne zdjęcia stamtąd miały jak najlepszy wyraz artystyczny.

 

- Co jest najbardziej intrygującego podróżach po świecie?

 

- Inność. To, czego w Polsce nie znajdę. Fascynują mnie inne kultury, obyczaje, religie i mnogość ich odłamów, także lokalne kuchnie. Moje wyprawy są pewnego rodzaju przygodą, ale staram się wyjeżdżać przygotowany, bo nieznajomość tradycji w regionie, który odwiedzam, może wpędzić w kłopoty. Byłem np. w Varanesi w indyjskim stanie Uttar Pradesh, mieście znanym z rytuału palenia zwłok zmarłych na ghatach, a tam nie można pod żadnym pozorem fotografować. Wyjęcie aparatu może zakończyć się gwałtowną reakcją uczestników rytuału. Intrygujące jest też życie lokalnych społeczności, rytm azjatyckich i afrykańskich ulic i oczywiście piękno tamtejszych zabytków i niezwykłej przyrody.    

 

- Ile i jaki sprzęt fotograficzny zabiera Pan w podróże po świecie?

 

- Mam ze sobą dodatkowy 13-kilogramowy plecak ze sprzętem, do którego wkładam dwa aparaty Canon, analogowy i cyfrowy oraz obiektywy, lampy, baterie, mały statyw, filmy itp. Często przekraczam granice, korzystam z lotnisk i przy odprawach muszę z tego plecaka wszystko wyjąć i ponownie włożyć. To zabiera dużo czasu. Plecak ze sprzętem jest też dodatkowym obciążeniem podczas późniejszej wędrówki, a zdarza się, że przechodzę pieszo jednego dnia kilkanaście kilometrów. Noszę go z przodu na piersiach, a na plecach mam drugi plecak z ubraniami i innymi rzeczami.

 

- Które z odwiedzonych państw lub miejsc na świecie najbardziej zachwyciły?

 

- Tybet, Indie, Bhutan, Gruzja… Mógłbym jeszcze wymienić kilka innych. W Indiach byłem jedenaście razy i z pewnością jeszcze tam wrócę. To, co tam widziałem, także w kilku innych państwach Azji, to poezja dla oczu. Niebywałe świątynie buddyjskie, zachwycające widoki, nieznane nam obyczaje miejscowej ludności, oryginalna kuchnia. Mnie zachwycił specyficzny zapach ulicy i niebywały koktajl dla nosa, urok świętych miejsc, zadziwiające obrzędy. A z drugiej strony wszechobecny brud, brak toalet itd. O Indiach mówi się, że podczas pierwszego wyjazdu albo w nich się zakochasz, albo znienawidzisz. Na pewno też odwiedzę jeszcze Gruzję, która wywarła na mnie wielkie wrażenie.

 

- Gdzie jest bezpiecznie, a gdzie niebezpiecznie?

 

- Bezpieczne są kraje azjatyckie. W Tajlandii, Indiach, Birmie mogliśmy spać w śpiworze choćby na poboczu dróg lub w parku i nic nam nie groziło. Bardziej obawialiśmy się zwierząt niż ludzi. Niebezpiecznie jest w kilku państwach Ameryki Południowej, choćby w Wenezueli i Ekwadorze, nawet w Argentynie, których nie polecam. Tam, nie zachowując ostrożności, można szybko stracić wszystkie wartościowe przedmioty. Właściciele hosteli zaznaczali nam na planach miast dzielnice, do których absolutnie nie powinniśmy wchodzić. Jeśli już wybieramy się w takie miejsca, to wyłącznie z opłaconą ochroną. Byłem świadkiem jak para niemieckich turystów w kilka sekund straciła portfel i telefon komórkowy, skradziony przez gang młodzieńców, wręcz dzieci.      

 

- Ile kosztują Pana wyprawy?

 

- Podróżuję bardzo oszczędnie. Największe koszty to przeloty, np. podczas jednej z podróży po Azji miałem dziewięć przelotów. Dużym wydatkiem jest wynajęcie na miejscu samochodu, dlatego od ośmiu lat wyjeżdżam w grupie czterech lub sześciu przyjaciół, aby wszystkie miejsca były w nim zajęte. Często mieszkamy u tubylców, najtańszych hostelach, Kiedyś zabierałem ze sobą z Polski mnóstwo zupek, gorących kubków itp. Teraz żywię się na ulicy, próbuję bardzo taniej lokalnej kuchni z potrawami o bardzo oryginalnych smakach. Podróż trwa zwykle od 4 do 6 tygodni i w zależności od kierunku kosztuje od 8 do 15 tysięcy złotych.       

 

- Po wyprawach urządza Pan w Siedlcach wystawy. Jak przebiega wybór zdjęć?

 

- To niezwykle czasochłonne zajęcia, do przejrzenia mam tysiące zdjęć. Był okres, gdy  korzystałem z pomocy artystów fotografików, ale nasze gusty często się rozmijały i teraz wybieram sam. We własnym archiwum na płytkach i dyskach mam tysiące fotografii z kilkudziesięciu lat i nie wiem czy najstarsze z nich z technicznych powodów da się jeszcze odczytać. Rzadko wysyłam swoje fotografie na konkursy, bo nie potrafię wypełniać nużących zgłoszeń, chociaż mam na koncie kilka prestiżowych nagród i wyróżnień, nawet międzynarodowych. Nie dbam też zbyt mocno o prawa autorskie. Nie obrażam się, jeśli ktoś z nich korzysta. Byle te moje zdjęcia były podpisane moim nazwiskiem. 

 

Rozmawiał: Sławomir Kindziuk.

 

Życie Siedleckie, nr 45 z 9 listopada 2018 r., s. 22.  

W sobotę Moto-Wigilia na Placu gen. Sikorskiego

Miasto10 grudnia 2018, 22:08
W sobotę 15 grudnia Siedleckie Stowarzyszenie Miłośników Techniki Zabytkowej Korba, we współpracy z klubami FMB oraz Naturalnie 4X4, serdecznie zapraszają Siedlczan na Moto-...

Świąteczne Karty Podarunkowe ARMS

Miasto05 grudnia 2018, 11:32
Spraw swoim bliskim wyjątkowy prezent na Święta. Karty Podarunkowe Agencji Rozwoju Miasta Siedlce to trafiony prezent dla każdego. Podaruj wybranej osobie porcję zdrowia, aktywności, relaksu ...

Joanna Różewska: Chopin jest uniwersalny

Miasto23 listopada 2018, 23:01
W muzyce Fryderyka Chopina jest dużo głębi, tęsknoty, odniesień do innych uczuć, odwołań do polskich tradycji muzycznych. Chopin towarzyszy mi od pierwszych lat nauki gry na fortepianie i k...

Uroczystości w 100-lecie odzyskania Niepodległości

Miasto09 listopada 2018, 11:11
W niedzielę 11 listopada Polacy będą świętować 100. rocznicę odzyskania Niepodległości. W Siedlcach, tak jak w całym kraju, odbędą się oficjalne uroczystości oraz szereg imprez towarz...

Muzeum Diecezjalne. Siedem razy El Greco

Miasto04 listopada 2018, 16:06
Przygotowana na 100-lecie Muzeum Diecezjalnego wystawa Ars sacra El Greca cieszy się wielkim zainteresowaniem mieszkańców Siedlec. Dzieła mistrza z Toledo oglądają też koneserzy warto...