Dzisiaj jest Poniedziałek, 25 marca, godzina: 16:56

Miasto

Waldemar Koperkiewicz: Magiczna Cicha noc

Miasto24 grudnia 2018, 23:32

O ulubionych malarzach i ich obrazach z motywem Bożego Narodzenia, magicznej mocy kolędy „Cicha noc”, potrawach na wigilijny stół oraz o własnej twórczości i o siedleckiej kulturze - opowiada w wywiadzie  kompozytor, dyrektor Centrum Kultury i Sztuki i kierownik Teatru Es - Waldemar Koperkiewicz.

 

- Boże Naradzenie to jeden najstarszych i częstszych motywów w twórczości artystów uprawiających różne dziedziny sztuki. Z przyjemnością czytam w „Scenie 24” Pana refleksje o dziełach światowych i polskich malarzy. Czy ma Pan ulubione obrazy przedstawiające sceny nawiązujące do Bożego Narodzenia?

- Wybór jest bardzo trudny, bo znam ich dużo, ale wskażę te, które szczególnie lubię. Moim ulubionym malarzem jest przez całe życie Peter Brueghel, XVI-wieczny flamandzki malarz, a z tym tematem związany jest jego obraz „Pokłon Trzech Króli”. A drugi to Paul Gauguin, francuski impresjonista i jego „Boże Narodzenie”.  Lubię rzeczy proste, pokazujące sceny biblijne, prawdziwe, oddające istotę zbliżających się świąt.

 

- Wielu kompozytorów ma w swoim dorobku kolędy. Komponuje Pan do poezji ks. Jana Twardowskiego, Jana Pawła II, Zbigniewa Herberta, Tadeusza Nowaka i wielu innych poetów, także tych mniej znanych, ale może skomponował Pan i pastorałkę?

- Owszem, zdarzyło mi się napisać muzykę do tekstu ks. Jana Twardowskiego „Dawna wigilia”, w spółce z Darkiem Zawadzkim, ale skomponowałem też i kolędę „Co się urodziło?”. Autora tekstu tej drugiej nie pamiętam. Dawno to było.

 

- Boże Narodzenie zainspirowało twórców do napisania setek kolęd. Które najchętniej Pan słucha lub śpiewa?

- Wspaniałą „Cichą noc”, świetną kolędę napisaną przez Josepha Mohra - tekst i Franza Grubera - muzyka, która miała premierę w 1818 roku w Oberndorf koło Salzburga. Kolęda znana na całym świecie, została przetłumaczona chyba na wszystkie języki. A także naszą „Bóg się rodzi”. Potęga muzyczna, rewelacyjny tekst. To jeden wielki oksymoron. Piekielnie trudne muzycznie i jakie piękne.

 

- W Scenie 24 pojawia się Pana rubryka kulinarna, z autorskimi przepisami na oryginalne potrawy. Co Pan zaproponowałby na wigilijny stół?

- Zupę rybną. Poczytajcie przepis w Scenie 24, ugotujcie, spróbujcie. Polecam.

 

- Odnoszę wrażenie, że w swojej twórczości kompozytorskiej preferuje Pan muzykę do wierszy znakomitych poetów, refleksyjnych tekstów zaliczanych do nurtu „z krainy łagodności” oraz nawiązującą do muzyki rockowej lat 60. Czy dobrze odczytuję Pana preferencje muzyczne?  

- Lata 60-te i 70-te to odkrywanie muzyki i samego siebie. Z kolei tzw. Kraina łagodności” to moje dojrzewanie do poezji, teatru. Zdobywanie odwagi, aby zmierzyć się z twórczością Zbigniewa  Herberta czy Karola Wojtyły.

   

- Który spośród wielu ze skomponowanych przez Pana utworów okazał się przepustką do środowiska, nazwijmy ogólnie estradowego? Może pieśń „Za co giniemy” Tomasza Gluzińskiego, nagrodzoną na Festiwalu w Opolu w 1987 roku? A może okres twórczości „Monastyru” lub Orkiestry Teatru ATA, które były przed siedleckim Teatrem ES?

- Zadebiutowałem na dużej scenie podczas Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w 1975 roku z Grupą „I”. Współpracę zaproponował mi zmarły w ub. roku wybitny kompozytor i twórca wielu przebojów - Juliusz Loranc. Kto nie zna przebojów takich jak: „Wakacje z blondynką”, „To ziemia”, „Kwiat jednej nocy” czy „Radość o poranku”, znany też jako „..jak dobrze wstać skoro świt”? Z tym ostatnim brałem udział w Festiwalu w Rostocku. Loranc był moim mentorem muzycznym. Był na tyle mądry i tolerancyjny, że oprócz pracy z nim prowadziłem wtedy swój zespół „Monastyr”. Ale to prawda, że „Za co giniemy” do tekstu Tomasza Gluzińskiego na długo pozostał w pamięci słuchaczy. 10 lat wcześniej, w 1977 roku były Debiuty Opolskie, potem współpraca z Orkiestrą Teatru ATA z Arturem Żmijewskim, no i „EXiT” z Felkiem Andrzejewskim. A tak w ogóle, to początkiem wszystkiego była współpraca z Markiem Piekarczykiem. Ściągnąłem go do Ciechanowa w 1973 r. Tam też poznaliśmy się z Andrzejem Meżeryckim. Tam spotkało się mnóstwo ciekawych ludzi w Studium Kulturalno-Oświatowym, które chroniło nas od służby wojskowej. W ciągu dwóch lat pobudziliśmy to miasto, wtedy dość ospałe i na początku nawet nam wrogie.

 

Rozmawiał: Sławomir Kindziuk / Fot. Marek Błaszczyk.

 

Więcej w Życiu Siedleckim z 24.12.2018 r. (w sprzedaży do 2 stycznia 2019 r.)

Grzegorz Staręga: Nie wszystko do zaakceptowania

Miasto12 marca 2019, 20:09
O powrocie do Rady Miasta po ośmiu latach, akceptowaniu bądź nie decyzji prezydenta miasta, Siedleckim Towarzystwie Samorządowym, wielu latach pracy w siedleckim sporcie i szkole oraz s...

Zbigniew Piwoński. Lewica jeszcze odżyje

Miasto01 marca 2019, 23:41
Nie zrezygnowaliśmy z odbudowy dawnej Bramy na styku ulic Piłsudskiego i Starowiejskiej, która znowu byłaby rozpoznawalnym symbolem Siedlec – mówi w wywiadzie Zbigniew Piwoń...

Głosujmy na budynek Sądu Rejonowego

Miasto21 lutego 2019, 12:04
Gmach Sądu Rejonowego w Siedlcach przy ul. Kazimierzowskiej 31a został zakwalifikowany do udziału w plebiscycie „Building of the Year 2019” na zrealizowane najladniejsze i funkcjonal...

Ryszard Szczepanik: Bezpartyjne Siedlce chcą zmian

Miasto15 lutego 2019, 11:10
O zmianach proponowanych w zarządzaniu miastem przez prezydenta Andrzej Sitnika, o przyszłości ugrupowania, bardziej zrównoważonym budżecie, finansowaniu siedleckiego sportu i kultury -...

Maciej Nowak: Musimy zmienić system

Miasto02 lutego 2019, 23:01
O głosowaniu przeciwko cięciom w budżecie miasta zaproponowanych przez prezydenta Andrzeja Sitnika, oszczędnościach w wydatkach na kulturę i sport, konieczności zmiany systemu wspierania prz...