Dzisiaj jest Poniedziałek, 17 czerwca, godzina: 04:54

Kultura

Maciej Czapski: Teatr Es to znana marka

Kultura13 kwietnia 2019, 20:32

Jak to jest być aktorem w Siedlcach, czy nie żal że stąd jednak daleko do agencji aktorskich i planów filmowych, a także o repertuarze Teatru Es, konfrontacji ze spektaklami wystawianymi w Siedlcach przez zawodowe sceny teatralne oraz o aktorskich marzeniach - opowiada w wywiadzie aktor siedleckiego teatru Maciej Czapski.

 

Jak to jest być aktorem w Siedlcach?

- Dobrze, chociaż na pewno są miejsca, a są nimi szczególnie największe miasta Polski z kilkoma teatrami, w których łatwiej jest aktorowi pokazać szerszej publiczności i środowisku teatralnemu gamę swoich umiejętności. Występując w Siedlcach trudniej też o pojawienie się w recenzjach uznanych krytyków, chociaż nie jest to niemożliwe. Natomiast jeśli chodzi o warunki pracy to zaplecze Sceny Teatralnej Miasta Siedlce CKiS  jest dużo lepsze niż w wielu teatrach stołecznych. W Siedlcach jest też wolniejsze życie, bez codziennej gonitwy, więc łatwiej tu o skupienie się na pracy artystycznej.

 

Czy nie żal Panu, że z Siedlec jest daleko do agencji aktorskich, planów filmowych lub serialowych?

- Nie. To jest kwestia chęci i dyspozycji.  Do śródmieścia Warszawy z Siedlec łatwiej dojechać niż z dalekiej Białołęki czy spod Piaseczna. Gdybym starał się i otrzymał angaż w stołecznym teatrze lub w serialu, przy pełnej mobilizacji mogę być „na gwizdek” w dowolnym miejscu Warszawy po dwóch godzinach. Pociąg „Łukowianka” jedzie z Siedlec do stolicy niespełna godzinę. Teraz zresztą tak bywa, że grupy aktorów przed premierą wyjeżdżają z miast - jak piłkarze - na zgrupowanie, by przez ostatnie dni popracować z dala od codziennych trosk. A my tutaj możemy szlifować spektakl cały czas w spokoju.  

 

- Teatr Es ma piękną 42-letnią historię, ale jaki jest obecnie jego status? Nie amatorski, ale czy już zawodowy?

- Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Profesjonalizm polega także na podejściu do zadań. Dlatego, że Teatr ES funkcjonuje na kilku poziomach. Mamy spektakle małoobsadowe adresowane do tzw. wieczornej publiczności, z kilkoma rolami granymi przez naszych zawodowych aktorów. Takie są „Nerka”, „Cudowna terapia”, „Kantata na cztery skrzydła”. Mamy też spektakle, choćby „Świat Dorotki”, „Mały Książę” i „Duszek Śmieciuszek”, z kilkunastoosobową obsadą, w której wspomagają nas na scenie adepci aktorstwa z Teatru ES, działającego w Centrum Kultury i Sztuki. Wtedy ktoś może powiedzieć, że to nie jest teatr zawodowy. Są też w naszym  repertuarze spektakle, jak „Kości i pioruny. Dygresje na temat Juliusza Słowackiego”, w których gra gościnnie osoba z dyplomem aktora, która nie jest zatrudniona u nas na etacie. 

 

Ilu jest w teatrze aktorów profesjonalnych?

- Czworo. Urszula Gotowicka, Robert Protasewicz, Dorota Kaczorek i ja. Poza graniem na scenie każdy z nas robi także inne rzeczy. Reżyseruje, pisze teksty lub muzykę, śpiewa i gra na instrumentach w widowiskach muzycznych lub prowadzi zajęcia w Teatrze ES albo Studiu Teatralnym.

 

Dwa tygodnie temu była premiera „Nerki” według Stefan Vögla . Co dalej? 

- Wszystko zależy od sytuacji finansowej. Możliwe, że ponownie wybierzemy sztukę małoobsadową, z kilkoma rolami, z ewentualnym uzupełnieniem obsady przez adeptów Teatru ES.

 

 Kto decyduje o wyborze sztuki włączonej do repertuaru?

Nie ma u nas, tak jak w dużych teatrach zawodowych, kierownika literackiego lub artystycznego. To oznacza, że każdy może przynieść propozycję. Jesteśmy zachęcani przez dyrektora Waldemara Koperkiewicza do poszukiwań ciekawych tekstów. Jest nas niewielu, a to narzuca ostre kryteria wyboru. Pierwsze pytanie zazwyczaj brzmi, ile osób musi wystąpić. Przy wspólnej lekturze propozycji jest dyskusja. Każdy może wypowiedzieć się na tak lub nie. O konsensus nietrudno,
a na końcu jest decyzja, która należy do dyrektora Centrum. „Nerkę” przyniosła Ula Gotowicka
i od razu spodobała się wszystkim podczas pierwszego czytania. Po decyzji o graniu długo dyskutowaliśmy, jak każdy z nas widzi swoją rolę.

 

Jakie są preferencje repertuarowe Teatru Es?

- Nie możemy sobie pozwolić na bycie teatrem niszowym. Takie mogą być w Warszawie. Organizatorzy widowni teatralnej z wielu miast mówią też, że wyczerpuje się formuła teatru rozrywkowego. Widzowie teraz bardziej chcą spektakli skłaniających do refleksji. My musimy adresować swoje spektakle do zróżnicowanej widowni: wieczornej dla dorosłych oraz młodzieżowej i dziecięcej. Nam bliżej jest do teatru instytucjonalnego z różnorodnym repertuarem. Dobre warunki techniczne oraz spokój sprawiają, że możemy zagrać klasykę - przykładem „Antygona”, sztukę współczesną - „Nerka”, jak i bajkę - „Duszek Śmieciuszek”. Konfrontujemy się stale z zewnętrznymi produkcjami teatralnymi prezentowanymi w trakcie Festiwalu „Sztuka plus Komercja”. Jesteśmy w stanie im dorównać. Miło jest czasami usłyszeć, że „zagralibyście równie dobrze”, a nawet że „byliście lepsi”. Teatr Es to już uznana marka. Niedawno otrzymaliśmy zaproszenie na Bajkowy Dzień Teatru w Europejskim Centrum Bajki im. Koziołka Matołka w Pacanowie. Wystawimy tam „O Piracie Buciorze, który zgubił skarb a zyskał przyjaciela”. Nie wysyłaliśmy oferty, sami nas znaleźli.     

 

Czy dobór repertuaru Teatru Es zaspakaja wasze ambicje? Pozwala na pokazanie na scenie pełni aktorskich umiejętności? 

- Każda kolejna sztuka, jest dla nas wyzwaniem, żeby zaskoczyć widza. Chcemy pokazać im, że jeszcze czegoś nie widzieli, a my możemy to zagrać, że bohater każdej następnej sztuki ma inne cechy niż w poprzedniej. Każdy z nas ma tutaj możliwości pokazania różnorodnych umiejętności, zagrania roli wymagających różnych środków artystycznych. Widzowie wręcz oczekują od nas, że przy kolejnej wizycie w teatrze zobaczą nas innych, grających inaczej.

 

Jak wyglądała Pana dotychczasowa kariera aktorska?

- Studia ukończyłem w 1992 roku, a potem występowałem w kilku teatrach. Grałem w Legnicy, Toruniu, Wrocławiu oraz przez osiem sezonów bez etatu w Warszawie. Reklamy, dubbing, radio, film. Brak etatu i niepewność to niestety cena za wolność artystyczną. W Siedlcach jestem od ośmiu lat i nie narzekam. To dobre miejsce do realizacji własnych ambicji.

 

Na pewno ma Pan swoje marzenia. Kogo chciałby Pan zagrać?

Dla mnie bardziej istotne jest z kim zagram niż co. Nie wymienię autora, tytułu czy roli. Jak patrzę na scenę i widzę zły spektakl, to żal mi znajomych. Jak widzę dobry, myślę: szkoda, że mnie tam nie ma. Każde nowe zadanie jest atrakcyjne i ambitne. Od skończenia studiów nie grałem wierszem, ale też nie powiem, że marzę żeby zagrać wierszem.

 

Prowadzi Pan  zajęcia w Studiu Teatralnym im. Jacka Warczerowicza. Czy praca z młodzieżą daje Panu satysfakcję?

- Tak. Mam styczność z młodymi ludźmi, którzy postawili na teatr. Spoiwem, które nas mobilizuje jest wspólna praca nad przedstawieniem. W zajęciach uczestniczy kilkanaście osób, na których mogę polegać. Stabilność grupy jest dowodem, że akceptują to, co mam im do zaoferowania. Regularne przygotowywanie się z zajęć na zajęcia, a tak jest, to wiarygodna miara ich zaangażowania. Realizuję ideę wychowania poprzez teatr. Przekazuję im warsztat, ale i wiedzę, że są różne teatry, różne nurty, różne sposoby grania. Pokazuję też, że teatr jest dyscypliną drużynową, ważna jest współodpowiedzialność za przygotowywany spektakl.   

 

Jak liczna jest widownia teatralna w Siedlcach. Czy siedlczanie chętnie chodzą na spektakle?

- Ponosimy konsekwencje tego, że Siedlce to tylko 80-tysięczne miasto. Szacuję, że regularnie na spektakle w Centrum chodzi około 3 tysiące osób. Przyjeżdżają również widzowie z okolicznych miast i miejscowości. Przy 400-osobowej widowni na nasze premiery i przywożone z zewnątrz produkcje sprzedajemy po dwa komplety biletów na wieczorne spektakle. „O Piracie Buciorze…” zagraliśmy już ponad 50 razy, a w takim mieście, jak Siedlce wystawienie sztuki tyle razy to coś. Wychowujemy też porannymi spektaklami młodego widza. Przyzwyczajamy młodzież i dzieci do bywania w teatrze. To jest ważny widz, ma swoje zdanie, w ocenach bywa bardzo ostry. Taką samą rolę pełnią spektakle grane w ramach „Rodzinnych Niedziel w Teatrze”.

 

Rozmawiał: Sławomir Kindziuk

 

Życie Siedleckie z 31 marca 2019 r.

Koncert Sweet Angels przy fontannie

Kultura13 czerwca 2019, 10:14
W czwartek 13 czerwca o godz. 18 na Skwerze przy fontannie wystąpi Sweet Angels.    Zespół Wokalny Sweet Angels powstał w 2007 roku w Miejskim Ośrodku Kultury w Siedlca...

Koncert przy fontannie. Piosenka Poetycka Klasycznie

Kultura10 czerwca 2019, 13:12
We wtorek 11 czerwca o godz. 19 na Skwerze przy fontannie rozpocznie się koncert Grupy Piosenki Poetyckiej oraz Kwartetu Smyczkowego Aleksandria, działających przy Miejskim Ośrodku Kultury....

Wystawa Włodzimierza Krzemińskiego: Fotografie codzienności

Kultura30 maja 2019, 12:59
    W Galerii Fotografii Fokus MOK przy ul. Pułaskiego 7 od 30 maja można oglądać wystawę zdjęć Włodzimierza Krzemińskiego, zatytułowaną „Fotografie codzi...

Koncert zespołu Niekompletni: Graj nam świecie

Kultura28 maja 2019, 11:14
We wtorek 28 maja o godz. 19 w Sali Białej Miejskiego Ośrodka Kultury przy ul. Pułaskiego 6 rozpocznie się koncert zespołu Niekompletni.   Zespół Niekompletni to projekt, ...

Wiesław Miadziółko: Gramy przeboje, który słucha świat

Kultura12 maja 2019, 10:55
Jesteśmy obecni na siedleckiej scenie już 35 lat. Zaczynaliśmy w klubie studenckim Limes, teraz gramy na własny rachunek. Mamy własne utwory instrumentalne, ale publiczność najchętn...