Dzisiaj jest Poniedziałek, 17 czerwca, godzina: 04:46

Kultura

Marlena Uziębło: Wokalistka w stylu retro

Kultura27 marca 2019, 18:20

O zauroczeniu piosenkami Marleny Dietrich, Hanki Ordonówny, Marilyn Monroe, Edith Piaf i innych gwiazd,  stylem życia w latach trzydziestych XX wieku oraz językiem niemieckim - opowiada w wywiadzie Marlena Uziębło, siedlecka wokalistka śpiewająca z zespolem The Blue Angel Band.

 

Jest Pani kobietą aktywną i kreatywną, z artystyczną duszą, angażującą się w akcje społeczne i charytatywne. Czy czuje się Pani feministką?

Może trochę, ale na pewno nie jestem skrajną feministką, chociaż jestem za totalnym równouprawnieniem kobiet i mężczyzn. Mam osobowość niezależną, nie jestem potulna jak baranek i walczę o swoje jak lew. Mam zawsze coś do powiedzenia. Chcę mieć wpływ na to jak mam żyć i co mam robić.  

 

Jak się zaczęło Pani śpiewanie?

Szczerze? Trochę spontanicznie. W 2008 roku Mirosław Greluk niespodziewanie zaprosił mnie do udziału w organizowanym w Węgrowie „Grelowisku”, jego autorskim wydarzeniu charytatywno-artystycznym. Byłam wtedy na etapie przygotowywania swojego pierwszego, a  zarazem flagowego projektu z piosenkami Marleny Dietrich. Zgodziłam się, wystąpiłam, a potem zaczęłam dostawać zaproszenia. Ludzie chcieli słuchać jej słynnych szlagierów, takich jak „Johny”, „Lili Marleen” czy „Good fot nothing”. Ale tak naprawdę to był mój come back, bo podśpiewywałam od podstawówki. Należałam do zespołu wokalnego przy Centrum Kultury i Sztuki, a potem była przerwa na studia, weszłam w rolę żony i matki i nie miałam czasu na realizację artystycznych marzeń.

 

Dlaczego wybrała Pani do pierwszego programu piosenki Marleny Dietrich?

Z kilku powodów. To moja imienniczka i idolka, wcześniej często nuciłam jej piosenki. Język niemiecki jest trudny do śpiewania, ale ja jestem z wykształcenia germanistką, wiele lat pracowałam w szkole, więc nie miałam większych problemów z interpretacją jej piosenkami. Poza tym lubię muzykę retro, czuję ją, kocham tamte klimaty, a Marlena była wielką gwiazdą estrady i filmu w dawnym stylu.  

 

Pani program „Unforgettable (Niezapomniana) Marlene Dietrich” to jedna z nielicznych siedleckich produkcji pokazywana na zagranicznych scenach. Podobał się w Niemczech?

Marlena Dietrich otworzyła mi drzwi, byłam wielokrotnie w Berlinie, dostawałam kolejne zaproszenia. Niemcy byli zaskoczeni, że tak wiernie skopiowałam ich Marlenę. Estrada to branża wymagająca, ale wszystko przygotowałam dokładnie. Zwróciłam uwagę na nawet drobne detale: głos, stroje, sposób zachowania się na scenie, scenografię, dobór historycznych fotografii pokazywanych na ekranie. Chciałam żeby był to projekt nie do podrobienia przez innych. Ważną rolę na pewno odegrały moje predyspozycje germanistki, dobra znajomość języka i  kultury niemieckiej. Tamte koncerty znowu rozbudziły we mnie artystyczną duszę, kolorową i mocno rozbudowaną. Był to czas kiedy dużo się działo w moim życiu artystycznym, ale nie stałam w miejscu, przygotowywałam nowe programy.

 

Kto był po Marlenie?

Moje wszystkie kolejne projekty wiążą się ze przypomnieniem i promowaniem piosenek dawnych gwiazd estrady, kina i kabaretu. W tym czuję się najlepiej. Przygotowałam koncert „Ordonka’ z piosenkami  Hanki Ordonówny i anegdotami z jej życia. Ordonka to też diva, pieśniarka Warszawy i gwiazda kina okresu międzywojennego. Znowu zabrałam słuchaczy w piękne lata 30-te, a przy okazji była to promocja naszej mowy ojczystej i kultury. Ten projekt też uważam za udany, miałam wiele koncertów. Oba te programy, o Marlenie Dietrich i Hance Ordonównie,  korespondują ze sobą, są jakby moim artystycznym dialogiem polsko-niemieckim.

 

A teraz w kogo Pani się wciela?

24 lutego zaprezentowałam program zatytułowany „Mityng z blondynką”, w którym wykonuję największe przeboje Marilyn Monroe, słynnej amerykańskiej aktorki z lat 50.  Projekt ten został zrealizowany przy współpracy z Przychodnią Lekarską Centrum, w ramach przypadających 23 lutego obchodów Ogólnopolskiego Dnia Walki z Depresją. Marylin Monroe miała fascynujące życie artystyczne, które opowiadamy podczas koncertu. Jednak miała też swoje problemy, zmagała się właśnie z depresją, co pokazujemy na scenie w trakcie koncertu, a w połączeniu z prelekcjami mityng ma charakter prozdorwotny.  Wiele osób zmaga się z depresją, tak naprawdę większość z nas ma czasami doła, a teraz to trendy temat, ale pokazany przez nas w nieco inny sposób, obudowany artystycznie. 

 

Kilka lat temu wparła Pani inny projekt prozdrowotny Przychodni Lekarskiej Centrum.

Tamten adresowany był do kobiet i dotyczył walki z rakiem piersi i macicy. Wtedy przygotowałem występ „La vie en rose” („Życie na różowo”) z piosenkami z repertuaru Edith Piaf.

 

Nazwa towarzyszącego Pani zespołu to też kreacja artystyczna?

Tak, The Blue Angel Band nawiązuje do tytułu filmu „Błękitny anioł” z 1930 roku, w którym jedną głównych ról zagrała Marlena Dietrich. Nazwa została wymyślona w trakcie przygotowywania projektu z jej piosenkami, ale została na stałe.  

 

Kto w nim gra?

Na gitarze basowej Marek Matwiejczyk, na perkusji - Piotr Sidorowicz, na instrumentach klawiszowych - mąż Grzegorz Uziebło i 17-letni syn Jakub Uziębło oraz na gitarze Piotr Dylan. Wcześniej występowało z nami kilku innych muzyków, m.in. Wiesław Miadziółko i Marek Stańczuk, śpiewała Urszula Somla.

 

Tyle jest innych języków, a Pani postawiła na niemiecki. Dlaczego?

Nikt mi nie narzucał, nie stawiał wymagań, ale w IV LO im. Hetmana Żółkiewskiego miałam świetnego nauczyciela - Macieja Zawiślańskiego. W pewnym momencie język ten mnie urzekł, wciągnął i na studia wybrałam germanistykę. Przez wiele lat byłam nauczycielką ze stopniem nauczyciela mianowanego. Oświata i szkoła to też  moja pasja, ale w pewnym momencie pracy w szkole nie dałam rady połączyć z innymi zajęciami. Teraz jestem freelancerką, czasami nauczycielką, a czasami tłumaczką. Założyłam Stowarzyszenie „ProDeutsch” na rzecz popularyzacji języka i kultury niemieckiej, współpracuję ze Stowarzyszeniem Germanistów Polskich. 

 

Skąd w Pani tyle sił i chęci do aktywności na różnych polach?

Wynika to chyba z chęci ciągłej potrzeby realizacji własnych pomysłów. Byłam kreatywnym dzieckiem, na osiedlu Tysiąclecia przewodziłam grupie, ciągle wymyślałam jakieś zabawy, a to później przełożyło się na dorosłe życie. Jak moje dzieci odpadły od fartucha, weszłam w inicjatywy artystyczne. Kreuję projekty. Znalazłam swój sposób na życie.       

 

Rozmawiał: Sławomir Kindziuk.

 

 

Życie Siedleckie z 8.03.2019 r.

Koncert Sweet Angels przy fontannie

Kultura13 czerwca 2019, 10:14
W czwartek 13 czerwca o godz. 18 na Skwerze przy fontannie wystąpi Sweet Angels.    Zespół Wokalny Sweet Angels powstał w 2007 roku w Miejskim Ośrodku Kultury w Siedlca...

Koncert przy fontannie. Piosenka Poetycka Klasycznie

Kultura10 czerwca 2019, 13:12
We wtorek 11 czerwca o godz. 19 na Skwerze przy fontannie rozpocznie się koncert Grupy Piosenki Poetyckiej oraz Kwartetu Smyczkowego Aleksandria, działających przy Miejskim Ośrodku Kultury....

Wystawa Włodzimierza Krzemińskiego: Fotografie codzienności

Kultura30 maja 2019, 12:59
    W Galerii Fotografii Fokus MOK przy ul. Pułaskiego 7 od 30 maja można oglądać wystawę zdjęć Włodzimierza Krzemińskiego, zatytułowaną „Fotografie codzi...

Koncert zespołu Niekompletni: Graj nam świecie

Kultura28 maja 2019, 11:14
We wtorek 28 maja o godz. 19 w Sali Białej Miejskiego Ośrodka Kultury przy ul. Pułaskiego 6 rozpocznie się koncert zespołu Niekompletni.   Zespół Niekompletni to projekt, ...

Wiesław Miadziółko: Gramy przeboje, który słucha świat

Kultura12 maja 2019, 10:55
Jesteśmy obecni na siedleckiej scenie już 35 lat. Zaczynaliśmy w klubie studenckim Limes, teraz gramy na własny rachunek. Mamy własne utwory instrumentalne, ale publiczność najchętn...