Dzisiaj jest Wtorek, 22 września, godzina: 12:37

Kultura

Wanda Księżopolska: Magia dawnych świąt

Kultura24 grudnia 2019, 17:27

O dawnych obrzędach związanych z Bożym Narodzeniem, jak wyglądał tradycyjny stół wigilijny i świąteczny na Podlasiu,  a także o świętych wieczorach - mówi w wywiadzie Wanda Księżopolska z Muzeum Regionalnego w Siedlcach.

 

Które z dawnych obrzędów nawiązujących do Wigilii i Bożego Narodzenia przetrwały na Podlasiu do współczesnych czasów?

Oj, znowu to ekspansywne Podlasie wkraczające na wschodnie Mazowsze. To temat tak skomplikowany tak, jak historia administracji ziem otaczających nasze miasto. Może pozostańmy przy „naszych stronach”?

Temat tradycji bożonarodzeniowych jest tak obszerny, że nie sposób w wywiadzie powiedzieć wszystkiego, a nawet przytoczyć informacje najważniejsze. Opowiadanie obejmować powinno czas od wigilii do Trzech Króli. Już sama wigilia to temat na dłuższe opowiadanie.

Wigilia jako cały dzień poprzedzający święta i wigilia jako wieczerza to dawniej bogactwo rytuałów, wierzeń, zwyczajów i obyczajów, jakby całodzienne misterium: jednocześnie przeżycia religijne i rodzinne, a w zapomnianej, starszej warstwie tradycji głębokie przekonanie o jedności całego świata, ludzi i przyrody, nieba i ziemi, a więc też obcowanie z duchami zmarłych z rodziny, duchami innych zmarłych, nawet takich, które mogą zaszkodzić. A duchy, próbowano w domu przyjąć i na różne sposoby obłaskawić. Śladem tej tradycji jest powszechnie do dzisiaj praktykowana modlitwa za zmarłych, przed dzieleniem się opłatkiem, Wiara w obcowanie duchów, od przesilenia jesienno-zimowego słońca począwszy, była obecna w obrzędach świątecznych i powszechna w całej Europie od czasów starożytnych, wówczas była związana ze świętami zadusznymi. Jeszcze jednym śladem tej wiary w jedność świata, jest zapraszanie dzikich zwierząt na wieczerzę, czego przykładem jest wynoszenie siana do lasu. Myślę, że to ważniejszy wątek tradycji niż wyliczanie kolejnych czynności i przypominanie jakie pierogi jadano.

Przy okazji warto przypomnieć słowo pośnik - staropolską nazwę tej wieczerzy. Kolacja wigilijna i całe święta nadal u osób religijnych są podniosłymi obrzędami. U wielu już tylko pięknym i lubianym zwyczajem, a czasem uciążliwym obowiązkiem rodzinnym, męczącym, bez duchowych przeżyć. Nie ma magii, nie ma radości.

Przetrwało całodzienne przestrzeganie postu, powszechnie jadanie potraw, z tego co ofiarują: ziemia, woda i powietrze, u jednych dwanaście u innych liczba potraw nieparzysta. Przetrwał kulminacyjny w duchowym wymiarze moment pośnika – dzielenie się opłatkiem, traktowany jako istotne i intymne przeżycie o wymiarze religijnym i wspólnotowym, tak osobiście ważne, że trudno o tym mówić.

 

Jak wygląda tradycyjny stół wigilijny w naszych stronach?

Są spore różnice między wiejskim stołem wigilijnym sprzed kilkudziesięciu lat a współczesnym. Przygotowanie stołu lub ławy dawniej przebiegało następująco: najpierw zaścielano podłogę słomą – żeby było tak jak stajence gdzie narodził się Jezus. Gospodarz przynosił starannie wybrany snopek nie młóconego zboża i stawiał pod świętym obrazem. Potem wystawiano stół lub ławę na środek izby, a gospodarz opasywał nogi łańcuchem, żeby nie dopuścić do wieczerzy złych duchów, układał wiązkę siana na podłodze dla bydła, na wierzch kładł, na trzy rogi, począwszy do wschodu, pośnik dla bydła – kawałek chleba i kolorowy opłatek, dopiero gospodyni na to białą serwetę, a na koniec, na przykład na wianuszku z gałązek świerkowych kładziono opłatek. Gospodyni stawiała miski z potrawami, dla każdego kładła łyżkę i dodatkową dla niespodziewanego gościa. Na koniec, na podłodze, koło stołu stawiała saganek. Do niego wkładała po łyżce z każdej potrawy ze stołu. Trzeba wiedzieć, że te potrawy zostawały czasem do następnego dnia lub aż do św. Szczepana, zgodnie z wiarą w konieczność zapewnienia gościny duchom zmarłych przodków.

 

Czy są potrawy, które pojawiają się na wigilijnym stole także dziś tylko u nas?

Nie znam takich potraw, może nie wiem jeszcze wszystkiego? To co jadano kilkadziesiąt lat temu jest ciągle na naszych stołach.

 

Które z dawnych obrzędów i zwyczajów opisanych m.in. w literaturze są jeszcze

kultywowane w pierwszy i drugi dzień świąt? Kolędowanie, szopki a może coś jeszcze?

Kolędowanie owszem, widujemy czasem kolędników z szopką ale ci współcześni nie wiedzą wiele o tradycji kolędowania. W skrócie można powiedzieć, że kolędowanie było wymianą darów. Kolędnicy nieśli nowinę o narodzeniu Zbawiciela i obdarzali domowników pięknie sformułowanymi życzeniami na cały przyszły rok, to były rozwinięte oracje uwzględniające potrzeby każdego domownika: gospodarzy, dzieci, cały dobytek. Urody tym scenkom dodawały dialogi postaci, stroje, starannie przygotowane rekwizyty, różne formy magicznych zabiegów i oczywiście kolędy. Za takie atrakcje chętnie kolędników obdarowywano.

Warto przypomnieć o zakazie odwiedzania się w pierwszy dzień świąt, zakazach czesania, zmywania, praca tylko niezbędna, o święceniu owsa w dniu św. Szczepana, którym kiedyś obsypywano księdza i siebie wzajemnie w kościele i w domu, a który jeszcze czasem się tu i ówdzie święci, przynosi do domu i zachowuje do przyszłorocznego siewu. Zapomniano już także o „świętych wieczorach”.

 

Jak dawniej wyglądały święte wieczory?

Święte wieczory to dni trwające od Bożego Narodzenia do Trzech Króli. W te dwanaście dni, w czasie których, powszechnie panował zakaz ciężkiej pracy, a po zachodzie słońca można było wykonywać tylko prace konieczne związane z hodowlą zwierząt: nie wolno młócić, nie wolno rąbać, gdyż w zimie każde stworzenie nosi w sobie potomka, który dzięki temu mógłby przyjść na świat bez nogi lub bez ucha. Szczególne motywacje dotyczyły zakazu przędzenia: żeby duszyczkom nie zaprószyć oczu, by wilk nie „zamotał” się do wsi. Zakazy te to dalszy ciąg wiary w pobyt duchów wśród ludzi. Świętości tych dni nie można było naruszyć, a jeśli tak się stało trzeba było specjalnymi zabiegami odwrócić groźbę nieszczęścia. Świętowano w te dni także dlatego, że wierzono że sam Bóg chodzi wtedy po ziemi i obserwuje, a na tych którzy się nie stosują do tych zakazów, nie szanują świętości, zsyła nieszczęście.

 

Kiedyś święta Bożego Narodzenia były pełne obrzędów, często charakterystycznych dla danego regionu. Dziś są chyba bardziej zunifikowane, głównie przez wszechobecną komercję. Jakie jest pani zdanie?

To co się dzieje przed świętami współcześnie widzimy wszyscy. Jest taka swego rodzaju, telewizyjna unifikacja tradycji, objaśniają nam na wszystkich kanałach sens świąt w sposób tak uproszczony, pozbawiony religijnego sensu, że trudno to znieść. Ale czy wszyscy już się temu poddali? Tego nie wiem. Do tego handel zawłaszczył nam dawną prywatność adwentu i świąt. Cały grudzień, a czasem już w listopadzie świecą choinki, a specjaliści od reklamy wciskają nam w oczy i umysły zakupową magię świąt. Warto zwrócić uwagę na to jak często pojawia się słowo „magia” przy reklamie zakupu prezentów. Nie tylko męcząca wszystkich, napierająca zewsząd reklama zakupów w bożonarodzeniowym opakowaniu powoduje te zmiany. Prawdziwa magia, obecna w dawnych, pełnych symboliki obrzędach, skurczona, istnieje tylko w pamięci nielicznych, starszych mieszkańców wsi. A czy oprócz etnografów ktoś ich o to pyta? Ich dzieci i wnuki nie pytają. Dawna kultura symboliczna już odchodzi w zapomnienie, staje się niezrozumiała, bo nie jest praktykowana.

 

Kto dziś jeszcze kultywuje dawne tradycje bożonarodzeniowe, mieszkańcy wsi czy miast, a może już tylko teatry obrzędowe ?

Próby powrotu do tradycji i to sensowne obserwujemy wśród młodej, miejskiej inteligencji z dużych miast. W Siedlcach na takich wydarzeniach jest mało publiczności. Dlaczego? Nikt nie spodziewa się ambitnego poznawczo programu. Sądzę, że panuje pewien stereotyp zespołu ludowego: akordeon, spódnice w kwiatki, fartuszki z firanki i wesołe, a jeszcze lepiej pieprzne przyśpiewki. To widzimy na festynach, dożynkach i innych wiejskich świętach. Taka powszechna, współczesna, prowincjonalna twórczość rozrywkowa. To jest finansowane, to się na wsi podoba, można się przy tym napić piwa i zjeść kiełbasę. Programy sceniczne sięgające do głębi tradycji to programy poważne, wymagają od widza skupienia i uwagi. Nie tego spodziewa się publiczność po zespole ludowym. Zespoły wiejskie nie chcą się tym trudzić, bo dla kogo? Nie chcą też tradycyjnych ubiorów, po prostu im się nie podobają. A zespoły oczekują braw, akceptacji, chcą się podobać. Tradycyjna kultura ludowa to zainteresowanie elitarne, jak kultura wysoka, miejsce dobrego poznawczo programu ludowego to muzeum i skansen.

 

Rozmawiał Sławomir Kindziuk

 

 

Życie Siedleckie z 20 grudnia 2019 r.

Galeria Fokus. Wystawa fotografii o Ukrainie

Kultura08 września 2020, 13:57
W Galerii Fotografii Fokus MOK przy ul. Pułaskiego 7 można oglądać wystawę zdjęć Stapana Rudika, zatytułowaną „Ukraina”.  Odpowiadając w ka...

Festiwal Teatrów Ulicznych "pod Niebem"

Kultura31 sierpnia 2020, 22:36
W ramach Dni Siedlec w poniedziałek 7 września o godz. 17 na placu Sikorskiego rozpocznie się trzynasta już edycja Festiwalu Teatrów Ulicznych „pod Niebem”. W tym roku Miski ...

IV Letni Festiwal pod Muralem. Zagra Kardamon

Kultura28 lipca 2020, 16:40
Pochodząca z Siedlec grupa muzyczna Kardamon wystąpi w piątek 31 lipca w ramach trwającego IV Letniego Festiwalu pod Muralem. Koncert na scenie przy Centrum Kultury i Sztuki rozpocznie się o g...

Czytelnie Siedleckiej Książnicy już czynne

Kultura12 czerwca 2020, 16:21
Od 10 czerwca w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Siedlcach ponownie można korzystać z  Czytelń: Głównej, Regionalnej i Internetowej - w rygorze sanitarnym, zgodnie z rekomendacjami...

Koncent online Sweet Angels

Kultura12 czerwca 2020, 16:17
W najbliższy wtorek, 16 czerwca, o godz. 18 Miejski Ośrodek Kultury w Siedlcach zaprasza na premierę koncertu online Zespołu Wokalnego Sweet Angels, zatytułowanego „Z(a)blokowani”....